/1/128621/coverbig.jpg)
Rozdział 1 Będę twoją panną młodą
„Feliks, ślub zaraz się zacznie... Nie możesz tak po prostu wyjść!"
Ubrana w nieskazitelnie białą suknię Lena Brożek kurczowo trzymała Feliksa Welskiego za ramię. Jej palce drżały, a w głosie pobrzmiewała coraz większa panika.
Ten dzień miał należeć do nich.
Jednak tuż przed rozpoczęciem ceremonii Feliks przeczytał wiadomość, odwrócił się do zgromadzonych gości i oznajmił, że ślub został odwołany.
Zmarszczył brwi, a w jego głosie słychać było zniecierpliwienie i pośpiech. „Puść mnie. Joanna została ranna. Jest sama w szpitalu i na pewno się boi. Muszę do niej jechać."
Lena pobladła.
Joanna Sadowska była miłością Feliksa z dzieciństwa.
Lena zaczęła spotykać się z nim pięć lat wcześniej. Przez cały ten czas, ilekroć gdzieś razem wychodzili, wystarczyło, że Joanna go potrzebowała, a Feliks zostawiał Lenę samą i pędził do niej.
Zawsze powtarzał, że Joanna była dla niego jak siostra, i za każdym razem oczekiwał, że Lena to zrozumie.
I rozumiała. Raz za razem.
Ale przecież tego dnia mieli się pobrać.
Nawet jeśli Joanna go potrzebowała, czy naprawdę oznaczało to, że Lena miała zostać porzucona przez mężczyznę, który za chwilę miał zostać jej mężem?
Głos Leny drżał, gdy wyszeptała: „Nie, nie możesz odejść. Ślub nie może odbyć się bez ciebie. Bez względu na wszystko musisz dziś zostać. Błagam cię, Feliks... proszę."
Feliks stracił cierpliwość. „Dość! Przestań być samolubna i nierozsądna. Ślub możemy przełożyć na inny termin. Joanna jest teraz ranna. Jeśli coś jej się stanie, weźmiesz za to odpowiedzialność? Odsuń się!"
Zanim Lena zdążyła cokolwiek powiedzieć, odepchnął ją i ruszył dalej.
Zachwiała się, a jej obcasy poślizgnęły się na lśniącej posadzce. Upadła na podłogę i przez chwilę siedziała tam oszołomiona, z trudem łapiąc oddech. Mogła jedynie patrzeć, jak Feliks znikał za drzwiami, ani razu się nie oglądając.
W następnej chwili zadzwonił jej telefon.
Odebrała bez namysłu i po drugiej stronie usłyszała triumfalny, pełen samozadowolenia kobiecy głos.
„Leno, dzisiaj miał być twój wielki dzień z Feliksem, prawda? Jak ci się podoba mój mały prezent?"
Całe ciało Leny zesztywniało, gdy rozpoznała rozmówczynię. Zacisnęła zęby. „Joanno... Zrobiłaś to specjalnie. Odciągnęłaś Feliksa od ślubu, prawda?"
„Zgadza się. I co z tym zrobisz? Chciałam ci tylko przypomnieć, że w sercu Feliksa zawsze będę na pierwszym miejscu." Głos Joanny ociekał arogancją, a w każdym słowie pobrzmiewała kpina. „Pewnie planowałaś ten ślub od miesięcy, prawda? Jaka szkoda... Tyle przygotowań, tyle marzeń i wszystko poszło na marne. Szczerze mówiąc, prawie ci współczuję."
Lena spuściła wzrok na nieskazitelnie biały materiał swojej sukni. Po raz pierwszy zobaczyła ostatnie pięć lat takimi, jakimi naprawdę były. Jednym wielkim żartem.
Jako sierota zawsze rozpaczliwie pragnęła mieć własną rodzinę i kogoś, kogo mogłaby kochać całym sercem.
Ale Feliks nigdy nie zamierzał jej tego dać.
Nadszedł czas, żeby przestała błagać o coś, co nigdy nie miało do niej należeć.
Z jej ust wyrwał się chłodny, pełen goryczy śmiech. „Nie ciesz się za wcześnie, Joanno. Ślub i tak się odbędzie."
Ton Joanny natychmiast się zmienił. „Oszalałaś? Feliks jest panem młodym, a nawet go tam nie ma. Jak niby zamierzasz wziąć ślub bez niego?"
Na ustach Leny pojawił się powolny, kpiący uśmiech.
Kto powiedział, że to Feliks musiał zostać jej panem młodym?
Skoro potrafił porzucić ją bez chwili wahania, znajdzie kogoś innego. Kogoś, kto naprawdę zasługiwał na miejsce u jej boku.
Jej głos stał się stanowczy i chłodny. „Zrób mi przysługę, Joanno. Przekaż coś Feliksowi. Powiedz mu, że już go nie chcę. Nie jest wart ani sekundy więcej mojego czasu. A skoro tak bardzo ci na nim zależy, możesz go sobie wziąć. Mężczyzna bez kręgosłupa i bezwstydna kobieta. Idealnie do siebie pasujecie. Powodzenia."
Joanna odezwała się ostrym, pełnym złości tonem. „Leno, ostrzegam cię. Nie posuwaj się za daleko..."
Zanim zdążyła dokończyć, Lena się rozłączyła.
Do rozpoczęcia ślubu zostało zaledwie trzydzieści minut. Musiała szybko znaleźć kogoś, kto zastąpi Feliksa.
Lena uniosła rąbek sukni i wybiegła na zewnątrz. Ku jej zaskoczeniu przy wejściu roiło się od mężczyzn w czarnych garniturach. Przeszukiwali cały teren z taką dokładnością, jakby polowali na kogoś, kto za wszelką cenę próbował się przed nimi ukryć.
Pośród nich siedział na wózku inwalidzkim mężczyzna ubrany w ślubny garnitur. Jego postawa emanowała chłodnym autorytetem. Choć pozostawał nieruchomy, biła od niego lodowata aura, która skutecznie zniechęcała kogokolwiek do podejścia bliżej.
Zwrócił się do stojącego przed nim ochroniarza stanowczym głosem. „Ceremonia zaraz się zacznie. Znaleźliście już Hannę?"
Ochroniarz zawahał się, wyraźnie spięty. „Panie Rylski, przeszukaliśmy cały teren, ale po pannie Waloń nie ma śladu. Wygląda na to, że uciekła..."
„Uciekła?" Głos mężczyzny pozostał głęboki i spokojny, lecz jego spojrzenie stało się zimne i ostre. „Jeśli ten ślub nie odbędzie się na czas, dobrze wiecie, co to oznacza."
Lena usłyszała każde słowo i natychmiast zrozumiała sytuację. Ten mężczyzna również został porzucony tuż przed ślubem.
Bez chwili wahania chwyciła suknię i ruszyła prosto w jego stronę.
Ochroniarze natychmiast zastąpili jej drogę, patrząc na nią z czujnością.
„Proszę pani, co pani robi?"
Mężczyzna na wózku skierował na Lenę chłodne spojrzenie. Sama jego obecność była na tyle przytłaczająca, że większość ludzi zapewne natychmiast by się wycofała.
Lena jednak nawet nie drgnęła. Spojrzała mu prosto w oczy i odezwała się pewnym głosem. „Słyszałam, że pana panna młoda uciekła. Jeśli tak... mogę zająć jej miejsce. Zostanę pana panną młodą."
Lista rozdziałów
Łącznie 69 rozdziałów
/1/129910/coverbig.jpg)
/1/128630/coverbig.jpg)
/1/126026/coverbig.jpg)
/1/128638/coverbig.jpg)
/1/128619/coverbig.jpg)
/1/127329/coverbig.jpg)
/1/130108/coverbig.jpg)
/1/129916/coverbig.jpg)
/1/129915/coverbig.jpg)
/1/129908/coverbig.jpg)
/1/129912/coverbig.jpg)
/1/129913/coverbig.jpg)