/1/128634/coverbig.jpg)
/1/130108/coverbig.jpg)
Rozdział 1 Podpisz Akt Odrzucenia
Perspektywa Lilii:
W trzecim miesiącu ciąży ja, Lilia Rylska, miałam wypadek samochodowy.
Półprzytomna i trzęsąca się, raz za razem dzwoniłam do mojego męża, Alfy Igora Wosia, ale ani razu nie odebrał.
Gdy ból w końcu ustąpił na tyle, że mogłam zebrać myśli, odblokowałam telefon i zobaczyłam post od Iwony Potockiej – jego pierwszej miłości, „Muszę podziękować Igorowi za to, że został ze mną całą noc, bo wie, że boję się ciemności. Dziś odwołał nawet wszystkie swoje spotkania, żeby zabrać mnie na aukcję i kupił mi najpiękniejszy prezent na świecie. Jestem taka szczęśliwa!"
W tamtym momencie zrozumiałam wszystko. Kiedy ja byłam poważnie ranna, chroniąc moje dziecko, on wolał zostać przy innej wilczycy.
W milczeniu polajkowałam post i zamknęłam aplikację.
Skoro chciał odzyskać swoją pierwszą miłość, to niech ją ma.
Za siedem dni zniknę z jego życia na zawsze — wraz z naszym dzieckiem..
..
Ściskając w dłoni świeżo wydrukowany Akt Odrzucenia, powlokłam swoje poturbowane ciało do domu.
Pchnęłam ciężkie dębowe drzwi. Salon tonął w ciemności, a przez cienie przebijał się jedynie nikły blask kinkietów.
W słabym świetle na kanapie siedziała wysoka postać, a jej obecność była ciężka i duszna. Bijąca od niego aura mogła należeć tylko do Alfy najwyższej rangi.
To był nikt inny jak mój partner, Igor.
— Więc pamiętasz jeszcze, że to twój dom? Jego głos przeciął ciszę niczym mróz.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wstał z kanapy i kilkoma długimi krokami przemierzył pokój.
Jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku z brutalną siłą, jakby zamierzał połamać mi kości a moje ramię przeszył ból.
— Lilia, po co był ten lajk pod postem Iwony? — warknął, patrząc na mnie z góry z jawną pogardą. — Dopiero co wróciła, a jej stan wciąż nie jest stabilny. Nie może się teraz stresować. Próbowałaś jej przypomnieć, że jesteś moją Luną?
Podniosłam na niego wzrok, choć przez zamglone oczy ledwo dostrzegałam jego twarz.
Trzy lata temu Igor został otruty srebrem. Toksyna zniszczyła mu nogi.
Kiedy Iwona go rzuciła i uciekła za granicę, stoczył się całkowicie, dzień w dzień znieczulając się alkoholem.
Starszyzna Watahy Ciernia zaaranżowała naszą więź.
Przez ostatnie trzy lata trwałam przy jego boku jako jego partnerka, uciszając wściekłość i ból, które go pożerały. Jednocześnie raz za razem oddawałam mu swoją krew, wykorzystując moją zdolność regeneracji, by pomóc w odbudowie jego ciała, aż w końcu mógł znowu stanąć na własnych nogach.
Lecz teraz nie zostało w nim nawet śladu ciepła. Jego oddech musnął lekko moją szyję, podczas gdy głos pozostał zimny. — Już ci mówiłem: przestań pozwalać, by rządziła tobą zazdrość. Czy nie możesz choć raz zachowywać się rozsądnie?
Rozsądnie.
To słowo uderzyło mocniej niż policzek w moje i tak już zdrętwiałe serce.
Nie wiedział, że jeszcze chwilę wcześniej, po wypadku, byłam uwięziona we wraku samochodu.
Przykleszczona w przewróconym pojeździe, ze spływającą po twarzy krwią, dzwoniłam do niego raz za razem z nadzieją, że przyjedzie ocalić mnie i nasze nienarodzone dziecko.
Zanim jednak zdążyłam cokolwiek wyjaśnić, rzucił tylko: — Iwona nie czuje się dobrze. Nie mogę jej zostawić. Cokolwiek to jest, radź sobie sama.
Po czym się rozłączył.
Ostatkiem sił wygramoliłam się ze zmiażdżonego fotela kierowcy. Potem przeszłam pięć kilometrów w ulewnym deszczu, zanim w końcu zatrzymał się jakiś przejeżdżający samochód.
— Przepraszam — wyszeptałam, spuszczając wzrok, by nie dostrzegł smutku w moich oczach. — To się więcej nie powtórzy.
Igor wyglądał na zbitego z tropu tym, jak szybko przeprosiłam. Zamilkł na chwilę, a gniew w jego oczach nieco przygasł, choć wkrótce zastąpiła go podejrzliwość.
Puszczając mój nadgarstek, zlustrował mnie powoli wzrokiem, od potarganych włosów po bladą twarz.
— Służba mówiła, że nie było cię cały dzień i nie odbierałaś telefonu. Zmarszczył brwi. — A te twoje ciągłe telefony... robiłaś sceny z powodu Iwony?
— Nie. — Wzięłam powolny oddech, tłumiąc szalejący we mnie niepokój. — Był problem z dostawami zaopatrzenia dla watahy, więc pojechałam to załatwić. Musiałam zgubić telefon w całym tym zamieszaniu.
Wyciągnęłam stos dokumentów i podałam mu go. — To raporty finansowe za ten kwartał i kilka dokumentów, które wymagają twojego podpisu. Administracja potrzebuje ich na jutro rano.
Igor wziął ode mnie papiery i od niechcenia rzucił je na stolik, nawet do nich nie zaglądając.
Ufał mi bezgranicznie. Przez ostatnie trzy lata byłam w jego oczach idealną Luną, bezbłędnie wywiązującą się z każdego obowiązku.
Zajmowałam się dla niego niekończącymi się sprawami watahy. Ilekroć srebrna trucizna doprowadzała go do gwałtownych, niekontrolowanych napadów, trwałam przy nim i wykorzystywałam naszą więź partnerstwa, by uciszyć bestię w jego wnętrzu.
Igor usiadł z powrotem, wziął długopis i podpisał dokumenty jeden po drugim, szybkim, wprawnym ruchem.
Nie zdawał sobie sprawy, że pod stosem dokumentów ukryty był Akt Odrzucenia.
Gdy go podpisał, Akt miał wejść w życie za siedem dni.
Po tym czasie więź łącząca nas na siłę pęknie całkowicie. Wreszcie będzie wolny. A ja zniknę z jego życia na zawsze.
— Gotowe. Pchnął papiery z powrotem w moją stronę, a jego palce przypadkowo musnęły wierzch mojej dłoni.
Natychmiast cofnęłam dłoń, jakby jego dotyk mnie poparzył.
W oczach Igora przemknął cień. Wpatrywał się we mnie przez długą chwilę, po czym zapytał: — Lilia, unikasz mnie?
Wstał na równe nogi, a jego wysoka sylwetka zbliżyła się tak bardzo, że jego cień całkowicie mnie pochłonął.
Wtedy wyciągnął ku mnie dłoń. Ujął palcami mój podbródek i uniosł go, zmuszając mnie, bym spojrzała mu prosto w oczy.
W jego spojrzeniu płonęło coś dzikiego. Zaborczość. Instynktowna dominacja, jaką Alfa roztaczał nad swoją partnerkę.
— Dziś nasza rocznica ślubu — powiedział cicho. Jego dłoń zsunęła się z mojego podbródka na gardło, powoli gładząc szorstkim kciukiem moją wrażliwą skórę. — Zgodnie z tradycją watahy powinienem spędzić tę noc z tobą.
Jego dotyk parzył moją skórę, lecz moje serce pozostało zimne i niewzruszone.
W tym momencie nagle zadzwonił jego telefon.
Na rozświetlonym ekranie wyświetliło się imię, które znałam aż za dobrze. Iwona.
Ciało Igora zesztywniało.
Odebrał natychmiast, a z głośnika dobiegł drżący głos Iwony: — Igor, boję się. Dziś w nocy strasznie grzmi. Mógłbyś przyjechać i ze mną posiedzieć?
Igor spojrzał na mnie, a na jego twarzy na moment mignęł cień wahania.
Wymusiłam nikły uśmiech i ponagliłam go: — Powinieneś iść. Iwona dopiero co wróciła i wciąż nie doszła do siebie. Jako Alfa watahy powinieneś dbać o członków swojego stada. Poradzę sobie sama.
Igor wciąż się we mnie wpatrywał, jakby próbował dostrzec choćby ślad żalu ukryty pod moimi słowami. Jednak nie było tam nic, co mógłby dostrzec. Biła ode mnie taka pustka, że zdołałam zmylić nawet jego — byłam niczym lalka, w której środku nie zostało już nic.
— Wreszcie zaczynasz rozumieć, co oznacza bycie Luną — powiedział po chwili z rosnącą w głosie satysfakcją, chowając telefon. — Wiem, że to nie było dla ciebie łatwe. Kiedy Iwona się już zaaklimatyzuje, wynagrodzę ci to.
Wynagrodzi mi to?
Nigdy nie chciałam wynagrodzenia. Chciałam tylko jednej rzeczy, której tak naprawdę nigdy mi nie dał — całego jego serca.
— Dobrze — odpowiedziałam skinieniem głowy.
Igor odwrócił się i ruszył ku drzwiom, a jego pospieszny krok zdradzał, że chce wyjść jak najszybciej.
Nawet się nie obejrzał, więc nie widział, jak ugięły się pode mną nogi w chwili, gdy zatrzaskiwał za sobą drzwi. Zsunęłam się powoli po ścianie, zbyt słaba, by utrzymać się na nogach.
Spuszczając wzrok, spojrzałam na Akt Odrzucenia, wodząc drżącymi palcami po jego podpisie.
To ostatnia rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam dla Igora.
Za siedem dni nie będę już jego Luną.
Zabiorę nasze nienarodzone dziecko i zniknę z jego życia na zawsze.
Lista rozdziałów
Łącznie 142 rozdziały
/1/128651/coverbig.jpg)
/1/128656/coverbig.jpg)
/1/126050/coverbig.jpg)
/1/128637/coverbig.jpg)
/1/126035/coverbig.jpg)
/1/129916/coverbig.jpg)
/1/129915/coverbig.jpg)
/1/129908/coverbig.jpg)
/1/129912/coverbig.jpg)
/1/129910/coverbig.jpg)
/1/129913/coverbig.jpg)