/1/128637/coverbig.jpg)
/1/130108/coverbig.jpg)
Rozdział 2 Wieczne Oddanie
Perspektywa Lilii:
Następnego ranka promienie słońca wpadły przez panoramiczne okna i wypełniły mój pokój.
Znosząc nieustanny ból pękniętych żeber, przykryłam trupią bladość twarzy grubą warstwą korektora, a nastepnie założyłam czysty, dopasowany garnitur.
Igor nie był tylko Alfą Watahy Ciernia. Był również prezesem Grupy Woś. A ja byłam jego główną asystentką.
Dla wszystkich w firmie byłam osobą, na której polegał najbardziej. Opanowana, kompetentna, skuteczna. Idealna asystentka, która bez mrugnięcia okiem rozwiązywała każdy problem.
Tylko nieliczni w watasze wiedzieli, że jestem jego partnerką.
Wiedziałam, że Igor nienawidził faktu, iż straciłam swojego wilka. Dlatego nigdy publicznie nie uznał naszej więzi. Przez długi czas czekałam w milczeniu, mając nadzieję, że pewnego dnia otwarcie mnie zaakceptuje.
Ale teraz nic z tego nie miało już znaczenia.
Weszłam do budynku firmy i skierowałam się prosto do działu kadr. Następnie położyłam wypowiedzenie na biurku kierowniczki.
— Składasz rezygnację? Kierowniczka działu kadr poprawiła okulary z niedowierzaniem. — Lilio, jesteś osobą, której pan Wójcik ufa bardziej niż komukolwiek innemu. Bez ciebie ta firma by się rozpadła. Czy pan Wójcik o tym wie?
— Nie będzie miał nic przeciwko — odpowiedziałam spokojnie, zachowując ten sam nienaganny uśmiech, który nosiłam w pracy każdego dnia. — Dokończę przekazywanie obowiązków w ciągu najbliższych kilku dni. Firma w żaden sposób na tym nie ucierpi.
Kierowniczka wyglądała, jakby chciała coś dodać, ale ostatecznie tylko westchnęła i podpisała wypowiedzenie.
Po wyjściu z jej gabinetu zatrzymałam się na korytarzu i wzięłam powolny oddech. Ostry ból rozlał się po mojej klatce piersiowej, przypominając mi, że obrażenia z wypadku samochodowego były znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Miałam już wracać do swojego biurka, gdy z pobliskiego pokoju socjalnego dobiegły mnie ciche głosy.
— Słyszałaś? Ta, którą kocha Alfa, wróciła.
— Masz na myśli Iwonę? Nic dziwnego, że Alfa wydał tyle na aukcji. Zapłacił pięćdziesiąt milionów za naszyjnik „Łzy Kamienia Księżycowego".
— Serio? To ten naszyjnik, który symbolizuje wieczne oddanie. Naprawdę traktuje ją jak królową.
Zatrzymałam się w pół kroku.
Łzy Kamienia Księżycowego.
Trzy lata temu, w dniu, kiedy Igor i ja zawiązaliśmy naszą więź partnerstwa, zobaczyłam ten naszyjnik w czasopiśmie.
Powiadano, że w świetle księżyca kryształ świeci niebieskim blaskiem, będąc darem pobłogosławionym przez Boginię Księżyca dla prawdziwych partnerów.
Wtedy, nieśmiało wskazując na zdjęcie, wyszeptałam do Igora: „Jest piękny".
Ledwie na sekundę rzucił okiem na zdjęcie, po czym powiedział od niechcenia: „Ten naszyjnik jest przeznaczony dla wilczyc, które przeszły oficjalną ceremonię Luny. Ty nie masz nawet wilka, Lilio. Gdybyś go założyła, wataha tylko by narzekała. Przestań mi wszystko utrudniać"
A więc taka była prawda. Nigdy nie chodziło o tradycje watahy. W jego oczach po prostu nie byłam wystarczająco godna.
— Lilio, ten dokument wymaga podpisu Alfy na już. Mogłabyś mu go zanieść? Młodsza asystentka podbiegła do mnie pospiesznie, wyrywając mnie z zamyślenia.
Wzięłam dokument, choć moje palce zaciskające się na nim lekko drżały.
Następnie skierowałam się do gabinetu prezesa i pchnęłam drzwi. Gdy tylko przekroczyłam próg, widok, który zastałam, sprawił, że zamarłam w miejscu.
Igor siedział za swoim dużym biurkiem, podczas gdy Iwona przysiadła swobodnie na jego brzegu, tuż obok niego.
Miała na sobie nieskazitelną jedwabną sukienkę, w której wyglądała na tak kruchą, jakby miała się zaraz złamać.
Z oczu Igora wyparował chłód. Pozwolił jej opleść ramionami jego szyję, a gdy pochyliła się, by pocałować go w policzek, nie odsunął się.
Dokument wyślizgnął się nagle z moich zdrętwiałych palców. Kartki rozsypały się po podłodze z głośnym szelestem, jakby wraz z nimi roztrzaskało się moje serce.
Oboje natychmiast spojrzeli w moją stronę.
Czułość na twarzy Igora zniknęła w mgnieniu oka, zastąpiona znajomym, lodowatym wyrazem, który znałam aż za dobrze. W jego oczach błysnęła irytacja.
— Nie umiesz zapukać przed wejściem? — rzucił ostro.
Iwona szybko zeskoczyła z biurka, udając spłoszoną całą sytuacją. Następnie podeszła do mnie i ujęła moją dłoń, jakby próbując mnie pocieszyć. — Lilio, proszę, nie zrozum niczego źle. Jestem dzisiaj po prostu taka szczęśliwa. Igor podarował mi tak niesamowity prezent.
Jej palce zacisnęły się na mojej dłoni, gdy przechyliła głowę, by pochwalić się naszyjnikiem spoczywającym na jej szyi.
Ogromny kamień księżycowy mienił się w promieniach słońca wpadających przez okna, a jego blask był tak silny, że samo patrzenie na niego niemal sprawiało ból.
— Jest wspaniały, prawda? Iwona uśmiechnęła się słodko, lecz prowokacja w jej spojrzeniu była przeznaczona wyłącznie dla mnie. — Igor powiedział mi, że jestem jedyną osobą godną tego symbolu wiecznego oddania.
W mojej klatce piersiowej zakłuł ostry ból, głęboki i brutalny, niczym tępy nóż przesuwający się w tę i z powrotem w moim wnętrzu.
Mimo to zmusiłam się, by ustać na nogach. Jakimś cudem zdołałam nawet zachować spokojny uśmiech. — Jest piękny. Wygląda na tobie idealnie.
Kucnęłam powoli, a ból przeszył moje żebra, kiedy zbierałam rozsypane dokumenty. Ułożywszy równo, położyłam je na biurku Igora. — Alfo, ten dokument wymaga twojego podpisu.
Móje opanowanie zdawało się niepokoić Igora.
Przez jego twarz przemknął cień dyskomfortu, gdy patrzył, jak odwracam się w stronę drzwi. A potem, niemal nieswojo, odezwał się, próbując się wytłumaczyć. — Iwona dopiero co wróciła do watahy. Ten naszyjnik miał być tylko prezentem powitalnym. Niczego sobie nie dopowiadaj.
— W porządku. — Skinęłam lekko głową, nie powiedziałam nic więcej i wyszłam, nie oglądając się za siebie.
Tego wieczoru wróciłam do domu i w milczeniu zaczęłam pakować swoje rzeczy.
Wszystko w tym domu nosiło ślady życia, które dzieliłam razem z Igorem. Teraz wszystko to wydawało się okrutnym przypomnieniem o tym, jak bardzo byłam naiwna.
Starannie składałam ubrania i układałam je jedno po drugim w walizce. Jeśli chodzi o drogą biżuterię, którą Igor podarował mi przez te wszystkie lata, zostawiłam każdą jej sztukę.
Chciałam zabrać tylko te rzeczy, które naprawdę należały do mnie.
Gdy tylko zamknęłam walizkę, za moimi plecami rozległy się pośpieszne kroki.
Potem rozległ się spanikowany głos Igora. — Lilio! Co ty wyprawiasz?
Lista rozdziałów
Łącznie 142 rozdziały
/1/128634/coverbig.jpg)
/1/128624/coverbig.jpg)
/1/125999/coverbig.jpg)
/1/126050/coverbig.jpg)
/1/128656/coverbig.jpg)
/1/129916/coverbig.jpg)
/1/129915/coverbig.jpg)
/1/129908/coverbig.jpg)
/1/129912/coverbig.jpg)
/1/129910/coverbig.jpg)
/1/129913/coverbig.jpg)