/1/128634/coverbig.jpg)
Rozdział 3 Przyjęcie na statku
W willi Kaja była już na skraju załamania. Klęczała przed Konradem i błagała rozpaczliwie: „Panie Stefański, przecież miał pan dziś wieczorem zrobić pannie Janowskiej niespodziankę na statku. Proszę pozwolić mi naprawić błąd!"
Przez lata służyła Melanii i znała jej upodobania oraz antypatie niemal na pamięć.
Konrad zmarszczył brwi jeszcze mocniej. Melania pojawiła się bez zapowiedzi, a miejsce przyjęcia nie było nawet gotowe.
„Daję ci ostatnią szansę" — mruknął, zerkając na zegarek. Do rozpoczęcia przyjęcia na statku zostały zaledwie trzy godziny. „Jeśli to zawalisz, po tobie. Nie tylko wylecisz z rodziny Stefańskich. Następne, co zobaczysz, to wezwanie do sądu!"
Była to jednocześnie ostatnia deska ratunku i groźba. Kaja przysięgła sobie, że tym razem nie zawiedzie, po czym czym prędzej odeszła.
Konrad odwrócił się i spojrzał na stół uginający się pod ciężarem jedzenia. Irytacja znów w nim wezbrała, zwłaszcza gdy przypomniał sobie, jak wcześniej Alicja spoliczkowała Kaję.
Alicja zachowała wtedy spokój, ale było w niej coś chłodniejszego i ostrzejszego niż dawniej — zupełnie nie przypominała potulnej, uległej kobiety, którą znał.
Ta myśl jednak szybko uleciała. W jego oczach Alicja zawsze miała pozostać nudną, posłuszną gospodynią domową. Bez niego była przecież nikim.
Przed willą zatrzymało się lśniące lamborghini. Z samochodu wysiadła kobieta.
„Alicjo, kochanie!" Rebeka podbiegła do niej i mocno ją uściskała. „Wiesz, że możesz mieszkać u mnie choćby do końca życia, prawda?"
Rebeka, jedyna córka właścicieli Grupy Eternity, miała rodzinę tak bogatą, że należała do niej niemal połowa miejskiej panoramy. Zapewnienie Alicji dachu nad głową nie stanowiło najmniejszego problemu.
„Co właściwie wydarzyło się dziś wieczorem?" Rebeka zapytała, przysuwając się bliżej i opierając policzek o szyję Alicji. „Nadal pachniesz smażeniem. Tylko mi nie mów, że znowu gotowałaś dla tego idioty."
Alicję ścisnęło w gardle. Ciepło uścisku Rebeki sprawiło, że emocje, które dotąd trzymała na wodzy, zaczęły dochodzić do głosu.
„Porozmawiajmy w samochodzie" — powiedziała.
Gdy tylko wsiadły do lamborghini, Alicja opowiedziała jej wszystko, co wydarzyło się tego dnia. Mówiła spokojnie, ale gniew Rebeki zapłonął jak iskra rzucona na suchą trawę.
„Możesz w to uwierzyć? Melania rzuciła Konrada w dniu ślubu, a teraz on rozwodzi się z tobą, żeby znowu się do niej przypodobać? Idealnie do siebie pasują — jedno warte drugiego!" Rebeka aż kipiała ze złości.
„A jego rodzice!" dodała, coraz bardziej rozwścieczona. „Przez trzy lata się nimi zajmowałaś, robiłaś dla tej rodziny wszystko, a oni tak ci się odwdzięczają?"
Rebeka nie przestawała, wyrzucając z siebie kolejne słowa jak serię z karabinu.
„Dobrze, stracił wspomnienia z tamtego wydarzenia z dzieciństwa, ale to wcale go nie usprawiedliwia. Przez te trzy lata spłaciłaś swój dług z ogromną nawiązką. Nie musisz już udawać kobiety, którą on chciał w tobie widzieć. Nic mu już nie jesteś winna."
Alicja osunęła się na fotelu pasażera i zapatrzyła w rozmazujący się za szybą świat.
„To już koniec. Jesteśmy kwita."
Przez trzy lata próbowała wpasować się w wyobrażenie Konrada o idealnej kobiecie. Porzuciła szpilki, zaczęła spinać włosy i nosić skromne, nijakie ubrania, których sama nie znosiła — wszystko po to, by choć trochę przypominać Melanię.
Ale choćby nie wiadomo jak się starała, nie mogła wygrać z kobietą, którą naprawdę kochał.
„Alicjo, prawda jest taka, że rodzina Stefańskich na ciebie nie zasługuje."
Głos Rebeki złagodniał, kiedy zobaczyła, jak bardzo przyjaciółka jest wyczerpana.
„Rozwód trochę potrwa, ale dopóki wszystko się nie skończy, mieszkasz u mnie. I tak jesteś dla mnie jak siostra."
Alicja zdobyła się na lekki uśmiech. „Dobrze."
Wychowała się w sierocińcu i nigdy nie miała prawdziwej rodziny.
Rebeka natomiast od zawsze traktowała ją lepiej niż ktokolwiek inny.
Rozmowa ucichła, gdy zatrzymały się przed ekskluzywnym studiem makijażu. Rebeka opuściła szybę i energicznie pomachała Marii Brzezińskiej, znanej makijażystce. „Hej, Mario! Mam dla ciebie małe zadanie!"
Alicja potarła skronie i jęknęła cicho. „Naprawdę padam z nóg. Nie wiem, czy mam dziś siłę jeszcze na makijaż."
„Och, daj spokój! Nie zamierzasz chyba dalej wyglądać jak ktoś, kto »wciąż na niego czeka«, prawda?"
„No dobrze… Zdecydowanie nie."
„No właśnie!" Twarz Rebeki od razu się rozjaśniła. „Rozluźnij się i pozwól fachowcom działać. To artyści z najwyższej półki, pracujący na całym świecie. Dziś przypomną światu, jak naprawdę wyglądasz!"
Pół godziny później efekt był nie do przeoczenia. Każdy, kto spojrzał na Alicję w lustrze, na moment milkł z wrażenia.
Jej naturalnie wyraziste rysy przez lata ginęły pod zmęczeniem. Teraz wystarczyło odrobinę makijażu, by wyglądała olśniewająco.
Podłużne, kocie oczy podkreślono delikatnym cieniem, dzięki czemu przyciągały wzrok, nie sprawiając przy tym wrażenia przesady. Niewielki pieprzyk namalowany przy kąciku oka dodawał jej odrobiny zadziorności, niemal buntowniczej.
Nawet Rebeka nie potrafiła ukryć zachwytu. „To… to jest Alicja, którą pamiętam!"
Wskazała wieszak z sukniami, który właśnie wniesiono do środka.
„Kochanie, wybierz tę, która najbardziej ci się spodoba. Na dzisiejszy wieczór naprawdę nie oszczędzałam. Świętujemy twoją wolność na luksusowym statku, a do kompletu zamówiłam ośmiu przystojniaków z idealnymi ciałami. Przysięgam, tej nocy długo nie zapomnisz!"
Alicja machnęła ręką. „Nie mam teraz ochoty na mężczyzn."
Rebeka rzuciła jej znaczące spojrzenie, wyraźnie już trochę zirytowana.
„Nie masz ochoty? Minęły trzy lata! Chcesz mi powiedzieć, że przez cały ten czas ani razu nie miałaś żadnych… potrzeb?"
„Cóż…" Oczywiście, że miała.
Przez trzy lata małżeństwa Konrad twierdził, że czeka z seksem na Melanię, dlatego nie tknął żadnej innej kobiety. I tak oto Alicja nadal była dziewicą.
Nie była przecież święta. Też miała swoje potrzeby.
Nie zamierzała jednak nikogo do niczego zmuszać.
Rebeka przyglądała jej się uważnie, podejrzewając, że przyjaciółka wciąż może kurczowo trzymać się przeszłości. Trzeba było sięgnąć po mocniejszy argument. „Wiesz, że na dzisiejszym przyjęciu będą perfumiarze z całego świata, prawda? Między innymi człowiek stojący za Firmą Charisma! Nie mów, że nie jesteś ciekawa, kim jest."
Charisma była najbardziej prestiżową marką perfumeryjną w kraju.
Alicja zetknęła się kiedyś z jej prezesem podczas międzynarodowego konkursu perfumiarskiego. Jego kompozycje były prawdziwymi dziełami sztuki. Po raz pierwszy od bardzo dawna wywołały w niej silne déjà vu — coś w nich przypominało styl jej matki.
Sam prezes, podobnie jak Alicja, pozostawał jednak zagadką. Nigdy nie pojawiał się publicznie, nawet gdy Charisma zdobyła światową sławę. Do dziś nikt nie wiedział, jak wygląda.
„Dobrze, sprawdźmy." Alicja w końcu ustąpiła, bo ciekawość zaczęła brać górę.
W końcu kiedyś włamała się nawet do bazy danych Firmy Charisma, ale nie znalazła tam niczego użytecznego. A intuicja wciąż podpowiadała jej, że ten tajemniczy perfumiarz może mieć jakiś związek z jej matką.
Lista rozdziałów
Łącznie 81 rozdziałów
/1/129908/coverbig.jpg)
/1/128648/coverbig.jpg)
/1/128639/coverbig.jpg)
/1/128661/coverbig.jpg)
/1/128671/coverbig.jpg)
/1/128666/coverbig.jpg)
/1/130108/coverbig.jpg)
/1/129916/coverbig.jpg)
/1/129915/coverbig.jpg)
/1/129912/coverbig.jpg)
/1/129910/coverbig.jpg)
/1/129913/coverbig.jpg)