/1/128622/coverbig.jpg)
Rozdział 3 UREKAI
KSIĄŻĘ EMILIA
Następnego ranka, gdy Emilia wyszedł na zewnątrz, drogę zastąpiło mu dwóch wojowników. „Król cię wzywa, mój książę" powiedział jeden z nich. „Masz natychmiast stawić się w sali tronowej."
Cholera. Ten głupi minister nie tracił czasu. Od razu na niego doniósł.
Emilia ruszył w stronę sali tronowej. To będzie tylko chłosta. Jakoś to zniesie.
Kiedy jednak zbliżał się korytarzem do wielkich drzwi, uderzyła go panująca wokół upiorna cisza.
Coś było nie tak.
Przed salą tronową zawsze panował gwar. Zwykle słychać było pomruki rozmów, szepty i kłótnie.
Niepokój Emilii jeszcze się nasilił, gdy drzwi się otworzyły, a zgromadzeni nawet nie zaszczycili go zwykłymi pełnymi wyższości spojrzeniami. Wszyscy patrzyli na środek sali tronowej.
Emilia podążył za ich wzrokiem.
Stało tam dwóch mężczyzn ubranych w nieskazitelnie białe szaty. Proste czarne włosy sięgały im do pasa, a na pierwszy rzut oka obaj wyglądali zupełnie nieszkodliwie.
Dopiero gdy Emilia przyjrzał im się uważniej, dostrzegł mięśnie zarysowujące się pod szatami, lekko spiczaste uszy oraz nienaturalnie przystojne twarze, które nie zdradzały żadnych emocji.
Zamarł.
Urekai.
Po ich strojach i sposobie bycia można było poznać, że należeli do wyższych sfer.
Emilii zaschło w gardle. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pragnął stanąć twarzą w twarz z Urekai.
„Co więc odpowiesz, królu Orescie?" odezwał się Urekai z długą blizną biegnącą przez policzek. Z tej dwójki to właśnie on wyglądał bardziej groźnie.
„Nie. Nie mogę na to pozwolić" zaprotestował król Orest. Wyglądał na przerażonego i bardzo kiepsko to ukrywał.
Urekai z blizną zmarszczył brwi. Najwyraźniej nie należał do istot, które dobrze znosiły odmowę.
„Mylisz się, jeśli sądzisz, że dajemy ci wybór, królu ludzi" powiedział i zrobił groźny krok naprzód.
Ministrowie wciągnęli gwałtownie powietrze i skulili się w swoich fotelach.
„Spokojnie, lordzie Władysławie" odezwał się drugi Urekai. Jego głos był łagodniejszy i brzmiał bardziej jak prośba niż rozkaz.
Lord Władysław rzucił królowi twarde spojrzenie, od którego niejeden człowiek zacząłby drżeć. „To najmniej, co możesz zrobić, królu ludzi. Oddaj nam księżniczkę, a odejdziemy bez rozgłosu."
„Jesteśmy gotowi za nią zapłacić" dodał drugi Urekai, sięgając pod szatę i wyciągając pokaźną sakiewkę.
Strach na twarzy Oresta natychmiast ustąpił miejsca zainteresowaniu. „Zapłacić?"
„I to nie byle czym. W sakiewce są złote monety" odpowiedział Urekai bez blizny.
Wszyscy wstrzymali oddech, łącznie z Emilią. Złote monety były niezwykle rzadkie i warte fortunę.
Urekai mówił dalej. „Wystarczy, że przekażesz nam księżniczkę, a cała sakiewka będzie twoja."
Chwileczkę...
Księżniczkę?
Nie mogli mieć na myśli...
Główne drzwi ponownie się otworzyły i dwóch strażników wprowadziło Kirę do sali tronowej.
Nie. Nie, nie. Tylko nie moja siostra.
Emilia odruchowo ruszył w jej stronę, lecz eskortujący go strażnicy natychmiast go zatrzymali. Mocno przygryzł wargę i zmusił się do zachowania spokoju, żeby nie zwrócić na siebie uwagi, choć kosztowało go to wiele wysiłku.
To nie mogło oznaczać tego, czego się obawiał. To musiał być sen.
Nie było mowy, żeby Urekai przybyli tutaj po to, by kupić jego siostrę jako niewolnicę!
Dwaj strażnicy prowadzący Kirę zatrzymali się na środku sali, zaledwie kilka kroków od Urekai.
Przerażenie malujące się na twarzy Kiry doskonale odzwierciedlało to, co czuł Emilia.
„A więc, jeśli dobrze rozumiem" zaczął król Orest, „wystarczy, że wam ją sprzedam, a wszystkie te pieniądze będą moje? Żadnych dodatkowych warunków? Niczego więcej?"
„Tak" odpowiedział Urekai bez blizny.
Lord Władysław ruszył naprzód, zmniejszając dzielącą go od Kiry odległość. Dziewczyna trzęsła się już wyraźnie.
Ujął ją za policzek i przechylił jej głowę na bok, żeby dokładniej się jej przyjrzeć. Na jego twarzy pojawił się wyraz niezadowolenia. „Może być."
Król Orest uniósł młotek i mocno uderzył nim w blat. „Sprzedana! Od tej chwili księżniczka Kira należy do Urekai."
„CO?!" Krzyk wyrwał się Emilii z gardła, zanim zdążył go powstrzymać.
Rzucił się na środek sali i padł na kolana. „Błagam, nie sprzedawaj im mojej siostry. Tylko nie Urekai! Błagam, Wasza Wysokość."
Król obrzucił go znudzonym spojrzeniem. „Na to jest już za późno, Emilio."
Za późno...
Emilia nie mógł uwierzyć w to, co słyszał. „Nie możesz na to pozwolić! Ona jest również twoją bratanicą! Jak mogłeś jej to zrobić?!"
Nie był dumny z tego, że podczas krzyku jego głos zabrzmiał wysoko i niemal dziewczęco, ale w tej chwili zupełnie go to nie obchodziło. „Przecież wiesz, że za wielką górą czeka ją los gorszy niż śmierć! Jak mogłeś zgodzić się im ją sprzedać?"
„Jakby miał jakiś wybór" zadrwił lord Władysław, a jego głęboki baryton ociekał cynizmem.
Emilia gwałtownie odwrócił się w jego stronę, a gniew wyostrzył mu rysy. Kiedy jednak napotkał te chłodne, szare oczy, jego pewność siebie zachwiała się.
W jednej z ksiąg czytał kiedyś, że Urekai potrafili odebrać komuś życie, nawet go nie dotykając. Być może była to tylko plotka, ale kiedy chodziło o życie jego siostry, nie zamierzał sprawdzać, ile było w niej prawdy.
„Ja też pójdę. Dokądkolwiek zabierzecie Kirę, idę z nią" powiedział Emilia i wyzywająco uniósł podbródek.
Kira gwałtownie odwróciła się w jego stronę, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. „Nie! Co ty robisz, Em?"
„Idę z tobą" odpowiedział Emilia stanowczo.
Lord Władysław uniósł idealnie zarysowaną brew. „Nie. Nie potrzebujemy ciebie. Chcemy tylko twojej siostry."
Emilia podniósł się z kolan. „Nie obchodzi mnie to. Zabierzcie też mnie. Jeśli mnie tutaj zostawicie, i tak będę próbował do niej dotrzeć. Przekroczę wielką górę, jeśli będzie trzeba!"
Lord Władysław zaśmiał się, lecz w tym zimnym dźwięku nie było ani odrobiny rozbawienia. „Bez rytuału przejścia wielka góra pochłonie cię żywcem. Nigdy nie dotrzesz na drugą stronę."
„Zaryzykuję" odparł Emilia.
„Nie! Mój brat nigdzie z wami nie idzie" wtrąciła Kira, po czym spojrzała błagalnie na Emilię. „Nie rób tego, Em. Mój los jest już przesądzony. Nie chcę, żeby ciebie spotkało to samo!"
„Jeśli pójdziesz z nami, zostaniesz naszym niewolnikiem" oznajmił lord Władysław, przyszpilając Emilię spojrzeniem. „Urekai nie obchodzi, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Będziesz służyć swojemu panu w każdy sposób, jakiego od ciebie zażąda. Możesz trafić do kopalni albo do piwnic. Możesz skończyć na plecach, pochylony albo na kolanach. Jeśli dobrowolnie zgodzisz się zostać naszym niewolnikiem, od dziś stracisz prawo do decydowania o własnym losie."
Dreszcz przebiegł Emilii po plecach.
„Czy w ogóle rozumiesz, co oznacza niewola u Urekai, mały człowieku?" Lord Władysław zmierzył go chłodnym spojrzeniem. „Jesteś ładnym chłopcem. Z pewnością nie zabraknie panów, którzy zechcą, żebyś im służył."
Strach przeszył Emilię do głębi. Jeśli wszystko, co słyszał od dziecka i o czym czytał w księgach, było prawdą, niewola u Urekai mogła być jeszcze gorsza niż niewola u ludzi.
A moje marzenia...
Powinienem uciekać stąd jak najdalej!
Mimo to Emilia wyprostował się hardo. „Dokądkolwiek zabierzecie moją siostrę, idę z nią."
„Nie umawialiśmy się na dwóch niewolników" odezwał się drugi Urekai.
„W takim razie postanowione" powiedział lord Władysław, jakby tamten w ogóle się nie odezwał.
Sięgnął pod szatę, wyjął kolejną sakiewkę monet i rzucił obie na podłogę przed królem. „Bierzemy oboje."
„Sprzedane!" Król Orest ponownie uderzył młotkiem w blat.
Lista rozdziałów
Łącznie 55 rozdziałów
/1/129909/coverbig.jpg)
/1/125993/coverbig.jpg)
/1/128645/coverbig.jpg)
/1/128685/coverbig.jpg)
/1/125997/coverbig.jpg)
/1/128621/coverbig.jpg)
/1/130108/coverbig.jpg)
/1/129916/coverbig.jpg)
/1/129915/coverbig.jpg)
/1/129908/coverbig.jpg)
/1/129912/coverbig.jpg)
/1/129910/coverbig.jpg)