/1/128644/coverbig.jpg)
Rozdział 3 Bez osłonek
Pół godziny później Karolina z trudem podniosła się z wanny. Ręce i nogi miała ciężkie, jakby nie należały do niej. Kiedy podniosła wzrok, zatrzymało ją własne odbicie w lustrze — jej skóra była gładka i nieskazitelna jak najlepsza porcelana, promienna, bez najmniejszej skazy.
Jej migdałowe oczy lśniły łagodnym, uwodzicielskim blaskiem, jakby kryło się w nich ciepłe, wiosenne jezioro.
Miała dwadzieścia pięć lat i z ulgą stwierdzała, że czas nie zostawił na jej twarzy żadnego śladu.
Kobieta z taką twarzą z pewnością nie powinna użalać się nad sobą jak porzucona żona.
Zamyślona, odruchowo postawiła prawą nogę na zimnej podłodze, zapominając, że to właśnie ta ranna. Żeby ochronić ranę przed wodą, owinęła nogę grubą warstwą folii spożywczej. Folia zatamowała krążenie i noga zupełnie zdrętwiała. Gdy stopa dotknęła posadzki, nie utrzymała jej ciężaru i Karolina się poślizgnęła.
— Ach! — krzyknęła odruchowo, machając rękami w poszukiwaniu jakiegokolwiek oparcia.
Już miała boleśnie zderzyć się z kafelkami, gdy drzwi łazienki nagle się otworzyły.
W progu stał Krystian w nienagannie skrojonym garniturze. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, na moment zamarł zaskoczony, po czym kilkoma szybkimi krokami znalazł się przy niej.
Karolina poczuła, jak jego ramię obejmuje ją w talii, a chwilę później uniósł ją na rękach. Zupełnie nie spodziewała się, że Krystian wróci o tej porze. W pierwszej chwili zamarła, a potem z przerażeniem uświadomiła sobie, że jest zupełnie naga. Zalała ją fala wstydu i instynktownie zasłoniła piersi dłońmi.
Pierwszy raz od ślubu stanęli przed sobą bez żadnych osłon — i to w takich okolicznościach! Karolina ze wstydu podkuliła palce u stóp, a jej skóra oblała się delikatnym różem.
Krystian zerknął w dół i uśmiechnął się kpiąco. — Właściwie nie ma tu za bardzo na co patrzeć — zażartował.
Zawstydzona i zła Karolina odcięła się: — Pan prezes widział już niejedno, więc nic dziwnego, że nic nie robi na nim wrażenia.
Przecież miała miseczkę C. Może nie były to kształty zapierające dech, ale w porównaniu z płaską jak deska Lidią była prawdziwą pięknością.
Niestety, kiedy mężczyzna nie kocha, nawet najpiękniejsze ciało nie wzbudzi w nim tyle zainteresowania, co płaska jak deska ukochana.
Krystian od niechcenia zdjął szlafrok wiszący za drzwiami i narzucił go na nią. Na jej słowa zmarszczył brwi. — O czym ty mówisz, Karolino?
Nagle, jakby coś do niego dotarło, zmarszczył brwi jeszcze mocniej. — Wysłałaś mi w środku nocy papiery rozwodowe tylko po to, żebym wrócił do domu i zobaczył cię nagą? W jego głosie brzmiało niedowierzanie i irytacja. — Mówiłem ci, że mam sprawy do załatwienia i nie mogę wrócić. Naprawdę musisz robić takie przedstawienie?
Widząc jego zmarszczone brwi, Karolina znów poczuła, jak wzbiera w niej gniew. Zawsze był wobec niej taki zniecierpliwiony.
Nie należała do osób, które rzucają słowem „rozwód" na wiatr. Przez ponad dwa lata małżeństwa pierwszy raz wspomniała o rozwodzie, a jego w ogóle nie obchodziło, co się stało. Uznał po prostu, że histeryzuje bez powodu.
Nie zważając na ból w nodze, Karolina zaczęła się wyrywać. — Postaw mnie.
Krystian jednak puścił jej słowa mimo uszu. Jego wzrok spoczął na jej nodze owiniętej jak kokon. Lekko zmarszczył brwi. — Co ci się stało w nogę? To ma być powód, dla którego tak się starałaś ściągnąć mnie do domu?
Karolina zaśmiała się gorzko.
Pewnie uważał, że skoro nie udało jej się zwrócić na siebie jego uwagi, specjalnie ściągnęła go do domu, żeby się nad sobą użalać.
Z kamienną twarzą rzuciła pierwsze kłamstwo, jakie przyszło jej do głowy: — Zrobiłam sobie zabieg kosmetyczny i nie mogę tego moczyć.
— Czemu nagle przyszło ci do głowy robić zabiegi? — zapytał Krystian od niechcenia i nie drążąc tematu, wyniósł ją z łazienki.
Był barczysty, a przez cienką koszulę wyraźnie czuła żar jego ciała i zarys mięśni na piersi.
Ta dwuznaczna bliskość irytowała Karolinę, która przecież postanowiła raz na zawsze z tym skończyć.
Mimowolnie podniosła głos: — Ha, od kiedy to pan prezes interesuje się takimi drobiazgami?
Krystian pierwszy raz słyszał, jak Karolina mówi do niego z takim przekąsem, i wydało mu się to całkiem zabawne. Odparł lekceważąco: — Jesteś moją żoną, więc to chyba naturalne, że się o ciebie troszczę.
— Naprawdę? W głosie Karoliny pojawił się smutek. — A ja nigdy nie miałam wrażenia, że traktujesz mnie jak żonę. Pewnie nawet gdybym umarła, nie dowiedziałbyś się o tym od razu.
W końcu wtedy Krystian był przy swojej pierwszej miłości i nie miał nawet cierpliwości, żeby wysłuchać jej wołania o pomoc, prawda?
Krystian spojrzał na nią zaskoczony, po czym parsknął zniecierpliwionym śmiechem. — Karolino, skąd nagle tyle złości? Chodzi o to, że po południu byłem zajęty i nie odebrałem telefonu? Chyba ostatnio za bardzo cię rozpieszczałem i wchodzisz mi na głowę.
Karolina zamarła. Wchodzi mu na głowę?
No tak — ich małżeństwo nigdy nie było związkiem równych sobie. W jego oczach była tylko kobietą, która sprzedała swoje małżeństwo za pieniądze.
Miało to być małżeństwo z umowy, w którym każde dostaje to, czego potrzebuje, a ona zupełnie niemądrze się w nim zakochała.
W miłości zawsze przegrywa ten, kto zakocha się pierwszy.
Krystian zachowywał się tak, jakby to ona robiła awanturę o nic. Karolina poczuła, jak ściska ją w piersi, aż zabrakło jej tchu.
— Powiedziałam, żebyś mnie postawił! — rzuciła zniecierpliwiona, odwracając głowę.
Krystian nic nie odpowiedział. Zaniósł ją do łóżka i nagle, bez ostrzeżenia, puścił.
Kiedy nagle straciła oparcie, serce podskoczyło jej do gardła i odruchowo chwyciła się Krystiana.
Upadli razem na szerokie łóżko. Szlafrok ledwo się na niej trzymał i przy najmniejszym ruchu mógł się zsunąć.
Krystian oparł się ręką obok jej twarzy i uniósł się nad nią. Na jego ustach błąkał się kpiący uśmiech. — Przecież chciałaś, żebym cię puścił? To dlaczego teraz nie chcesz mnie puścić?
Jego wydłużone oczy o bardzo ciemnych tęczówkach lśniły jak jezioro, w którym odbijają się gwiazdy.
W tym gwiaździstym blasku Karolina zobaczyła własne odbicie.
W takich chwilach zawsze ulegała złudzeniu, że Krystian potrafi głęboko kochać.
Niestety, całą swoją czułość zachował dla Lidii, a jej zostały tylko złudzenia.
— Daj spokój! — rzuciła chłodno i spróbowała się podnieść, ale niechcący go dotknęła.
W następnej chwili poczuła na brzuchu, jak jego ciało reaguje w wyjątkowo nieodpowiednim momencie.
— Nie ruszaj się, bo nie ręczę za siebie — ostrzegł ją zachrypniętym głosem.
Karolina zaklęła w duchu.
No tak, to było oczywiste. Mężczyznami rządzą instynkty. Nawet bez uczucia potrafią pożądać.
Nie odważyła się jednak prowokować Krystiana. Odwróciła lekko twarz i zesztywniała, bojąc się choćby drgnąć.
Była jednak tak zła, że nie wytrzymała i rzuciła złośliwie: — Przecież mówiłeś, że nie ma tu na co patrzeć? To skąd ta reakcja, panie prezesie? Aż tak mało wybredny z ciebie mężczyzna?
Ledwo to powiedziała, zrozumiała, że bardziej zaszkodziła sobie niż jemu.
Zaczęła żałować swoich słów, ale Krystian zamiast się zdenerwować, roześmiał się: — W końcu jesteś moją żoną. Skoro nie mogę tego zmienić, mogę się nauczyć to akceptować. Poza tym jesteśmy małżeństwem od kilku lat, a ja ani razu cię nie tknąłem. To trochę marnotrawstwo, nie sądzisz?
Lista rozdziałów
Łącznie 78 rozdziałów
/1/129913/coverbig.jpg)
/1/125992/coverbig.jpg)
/1/126126/coverbig.jpg)
/1/126028/coverbig.jpg)
/1/126032/coverbig.jpg)
/1/128640/coverbig.jpg)
/1/130108/coverbig.jpg)
/1/129916/coverbig.jpg)
/1/129915/coverbig.jpg)
/1/129908/coverbig.jpg)
/1/129912/coverbig.jpg)
/1/129910/coverbig.jpg)